Tylko spokój Cię uratuje

Zaczynając pisać blog kilka miesięcy temu, nie sądziłam, że kiedyś zostanę poproszona o jakiś konkretny temat. Ale stało się 🙂 Jedna z moich czytelniczek (jak to ładnie brzmi) zapytała mnie kilka tygodni temu co zrobić, żeby się nie wkurzać bez powodu? Długo zastanawiałam się czy podjąć ten temat i od której strony go ugryźć, co napisać, a czego na pewno pisać nie powinnam. Pierwsze co nasunęło mi się na  myśl to fakt, że nami kobietami emocje targają niczym wiatr liśćmi na drzewach, w trakcie wichury. Nie ma chyba wśród nas osoby, która zaprzeczy albo takiej, która nie zna tego stanu, rano euforia a wieczorem totalne załamanie. Można by rzec, ehh to taki nasz urok kobiecy. Jednak co robić, gdy z urokiem to już ma mało wspólnego?

 

 

Większość z nas dzieli emocje na złe i dobre. To oczywiste, ale tylko w pierwszym momencie. Emocje to jest pewien rodzaj informacji dla nas  jak widzimy świat, jakie mamy spojrzenie na konkretne zachowania innych, ich poglądy, na pewne sytuacje. Nie ma złych i dobrych emocji. One zwyczajnie są. Są w nas i dopóki ich nie zaakceptujemy to nie ma fizycznej możliwości, żeby nad nimi zapanować. Jeśli jakaś emocja pojawia się to mamy prawo ją odczuwać i wyrażać i nie ma w tym nic złego. Jeśli nie okazujemy emocji wcale, dusimy każdą w sobie, to potem błaha sytuacja powoduje, że wybuchamy nieadekwatnie do zaistniałej sytuacji. Jeśli znajoma mówi Ci, że jakoś ostatnio gorzej wyglądasz albo, że Twój salon prosi się już o remont, to wystarczy asertywnie zareagować w konkretnej sytuacji (jeśli oczywiście Cię to dotknęło), niż nie powiedzieć nic, a potem analizować to przez kilka następnych godzin albo i dni. Może się bowiem zdarzyć, że po takiej sytuacji wracamy do domu i już po przekroczeniu progu, klocek na podłodze wywołuje w nas taką furię, że same nie wiemy, kiedy zdążyłyśmy już nakrzyczeć na wszystkich domowników. Efekt jest taki, że nasza reakcja była bardzo przesadzona, a my zostajemy z wyrzutami sumienia. Dom powinien być naszą oazą spokoju, naszym azylem, a jednak na osobach, które są nam bliskie najłatwiej wyładować swoją złość. Trzeba mieć tego świadomość.

Warto się wtedy zastanowić i odpowiedzieć sobie na pytanie co się stało i co tak naprawdę się zadziało? Czy ktoś ma decydować o tym, jak się czuję? Czy to może, jednak, ja mam władzę nad swoim życiem i swoimi emocjami? Czy to, że wspomniana już koleżanka coś mi powiedziała, może oznaczać, że jej zachowanie wcale nie było skierowane przeciwko mnie? Może to właśnie ona tak się teraz czuje, a jej wypowiedź wyrażała jej brak zadowolenia ze swojego życia? Może to co teraz myślę i czuję, wcale nie jest oparte na faktach, tylko na naszych wyobrażeniach ? Poza tym czy to, że wkurzam się bez powodu, faktycznie jest bez powodu? Może jestem przemęczona, może biorę na siebie za dużo? Może mój umysł mi podpowiada, że jest już na skraju wyczerpania i to jest znak, sygnał, żeby coś w swoim życiu zmienić ? Ważne jest, żeby na te pytania odpowiedzieć sobie bardzo szczerze. Można nawet sobie wszystko zapisać, przeanalizować krok po kroku, właśnie po to, żeby dojść do tego co było prawdziwą przyczyną mojej reakcji.

 

 

Jeśli mamy w sobie nadmiar negatywnej energii, to nie ma co się nakręcać jak śniegowa kula. Lepiej przekuć tą energię w coś pożytecznego. Większość z nas albo wyrzuca wtedy z siebie słowa, totalnie nad nimi nie panując albo musi wyrzucić to z siebie poprzez konkretne działanie – bieganie, sprzątanie itp. Nie od dziś wiadomo, że gniew i złość są motywatorami do działania, ale pamiętać też trzeba, że złość jest bardzo wypalająca. Warto czasami sobie na nią pozwolić dla naszego zdrowia psychicznego, nie ma w tym nic złego (dopóki nie robimy w ten sposób krzywdy innym ludziom, naszym bliskim), ale nie przywiązujmy się do niej za bardzo. Nie mówmy ciągle do siebie: „jestem wściekła” powiedz lepiej „teraz czuję złość”, a za chwilę „czuję się lekko poirytowana” – podobno stopniowanie emocji w dół pomaga. Poza tym pamiętaj, że to jest Twoja emocja, a nie Ty.

Ty jesteś mądra, świadoma siebie, wdzięczna, spokojna.

 

 

 

Dlatego lepiej się skupić na pozytywnym wyrażaniu emocji. Jak coś Cię bardzo ucieszyło, to powiedz to głośno. Jak ktoś zrobił Ci, swoim zachowaniem przyjemność, nie wahaj się mu natychmiast podziękować. Przytul mocno, uśmiechnij się, powiedz, że kochasz, że dziękujesz, że jest Ci szalenie miło. Takie wyrażanie emocji, jest o wiele przyjemniejsze. Poza tym, takie praktykowanie wchodzi nam w nawyk , sprawia, że z każdym dniem coraz mniej zwracamy uwagę na negatywne osoby, sytuacje bo naszą uwagę skupiają pozytywy.

I jak to mówi mój syn pamiętaj tylko spokój może Cię uratować 🙂 🙂 🙂

 

P.S. Dziękuję za liczne komentarze i wiadomości dotyczące ostatniego postu. Lista jest w trakcie tworzenia i już niebawem, podzielę się nią z Wami.

6 thoughts on “Tylko spokój Cię uratuje

  1. Hej 🙂
    Pytanie jest bardzo ciekawe, a odpowiedzi na nie jest tak naprawdę mnóstwo. Można liczyć do dziesięciu, można skupić się na oddechu (medytować) można stopniować w dół, można znaleźć ujście np w worku treningowym, można racjonalnie zmniejszyć ważność powodu do wkurzania się, można wejść empatycznie w rolę człowieka który nas wkurzył, można zignorować wkurzający przedmiot czy fakt. Takich rozwiązań jest pewnie dużo więcej. Jest tylko jedyny problem, że wybuchamy zanim wdrożymy te wszystkie sposoby i klapa murowana :-). Kiedyś w jakimś filmie chyba na TED widziałem coś takiego, że trzeba sobie wyrobić jakiś nawyk ucinający samonakręcającą się spiralę. Na przykład podane przez Ciebie:”czuję się nieco podirytowany” wypowiedziane na głos daje tę chwilę pozwalając na wdrożenie któregoś z kół zapasowych 🙂 tylko trzeba o tym pamiętać by to zdanie nie za szybko powiedzieć. 🙂
    A tak wogóle to świetny artykuł – a o zdjęciach to wcale nic nie powiem :-), albo powiem – świetnie zdobisz sobą te artykuły :-). Fotograf (ka)? ma oko 🙂
    Pozdrawiam marzyciel

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *