Życie, życie….

Witajcie kochani moi po troszkę dłuższej przerwie!!!

Pewnie zastanawiacie się dlaczego nic nie pisałam ostatnio… Troszkę się u mnie działo i luty zakończył mi się bilansem na dużym plusie. Zrealizowałam założone cele i podjęłam kolejne duże wyzwanie. Z tego właśnie powodu, w ostatnich tygodniach, skupiłam się na odpoczynku i magazynowaniu energii na najbliższe, intensywne miesiące.  Jestem bardzo podekscytowana i niedługo Wam się pochwalę co to takiego.

 

 

Wiem, niektórzy bardzo nie lubią, gdy innym coś wychodzi. Dlatego ja, otaczam się ludźmi, którzy potrafią się cieszyć ze szczęścia i sukcesów innych. Poza tym nie oszukujmy się, nikt nie ma w życiu aż tak lekko, żeby nie spotykały go żadne przeciwności. Jestem w tym miejscu i jestem jaka jestem, ponieważ przeżyłam też życiową burzę. Kto mnie zna bliżej, ten wie, że mogłam być dzisiaj zupełnie gdzie indziej, a dokładniej w krainie zwanej „czarną d..pą”. Ale nie jestem i nie zamierzam nigdy tam trafić. Mało tego, teraz już wiem, że co by mi się nie przydarzyło w życiu to jestem w stanie sobie z tym poradzić. Mam też wśród swoich przyjaciół osoby, które miały bardzo poważne problemy, a mimo to nie poddali się i nadal potrafią się cieszyć życiem.

 

 

Tak sobie myślę, że każdy z nas prędzej czy później spotyka na swojej drodze małe przeciwności losu, a czasami nawet bardzo duże. Każdego z nas łamią inne sytuacje i każdy z nas ma swoją granicę wytrzymałości. To normalne. Sęk w tym jak reagujemy na ciężkie sytuacje. Podobno życie to w 10 procentach to co nam się przydarza i w 90 to, jak na to reagujemy. Wszystko zależy od podejścia. Życie już takie jest, że wystawia nas na próby. Gdy już zdarzy nam się o tym zapomnieć albo może trochę  zachłysnąć swoim szczęściem, daje nam małego pstryczka w nos, żeby przypomnieć nam o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.  Tak to już jest, co nam więc pozostaje?

No, można usiąść i płakać. Można też stwierdzić, że to niesprawiedliwe, że inni mają łatwiej, lepiej… Ale myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest zmierzyć się z problemem. Trzeba poszukać rozwiązania, potem kolejnego, a potem jeszcze jednego, a jak sami nie możemy nic wymyślić,  to trzeba poprosić o pomoc przyjaciół, rodzinę, kogoś kto ma doświadczenie w podobnych sytuacjach…

Moja mama mówi, że nie ma sytuacji bez wyjścia.

Mówi się też, że każdy problem można rozwiązać, a jeśli jakiegoś się nie da, to może  najzwyczajniej to nie nasz problem.

 

 

Tak czy inaczej, życzę Wam, żebyście na swojej drodze, spotykali jak najmniej trudności. Tak, żeby jednak życie bardziej Was cieszyło niż męczyło. A jeśli już pojawi się jakaś problemowa sytuacja, to pamiętajcie kochani, żeby śmiało patrzeć w przyszłość, nie poddawać się, szukać rozwiązań i pomocy. Czasami warto sobie pomyśleć, co w takiej sytuacji poradziłabyś swojemu najlepszemu przyjacielowi?  A jeśli widzisz w swoim otoczeniu kogoś kto ewidentnie pomocy potrzebuje, nie wahaj się! Czasami zwykła codzienna rozmowa wystarczy, żeby ktoś na swój problem spojrzał inaczej i żeby poczuł Twoje wsparcie.

Życie mimo swoich przeciwności jest piękne.  Może jest czasami ciężkie i nie takie jakie byśmy w danej chwili chcieli, ale jest też ciekawe, zaskakujące i nieprzewidywalne. Trochę jak kobieta, ale tak ma być!!!

 

5 thoughts on “Życie, życie….

  1. Wzruszyłam się :* Łezka z oka poleciała 😉 Piękne zdjęcia w pięknej scenerii, zastanawiam się, gdzie to może być? 🙂 Spotkać taką osobę jak Ty i znać Cię od przysłowiowego trzepaka, to na prawdę wielkie szczęście, bo jesteś osobą pełną rozwagi, racjonalności, ale też szaleństwa i ciekawości ludzi i świata, poza tym spokoju i tego fajnego luzu i naturalności 🙂 Duża buzia :*

    1. Monia, Skarbie bardzo dziękuję za te miłe słowa! Wahałam się czy opublikować ten tekst, ale teraz już wiem, że dobrze zrobiłam 🙂 Dzięki!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *