I wtedy przyszedł maj…

Kochani moi jak Wam minęła majówka ? Kto z Was miał dłuuugggii weekend ? Piszcie koniecznie co u Was, bo jestem bardzo ciekawa 🙂 A żeby nie było, że tylko Wy piszecie, to ja też małe co nieco, napiszę 🙂

Moja majówka upłynęła mi na odpoczynku, ale nie takim jakim bym chciała. Nie był to aktywnie spędzony czas na łonie natury mimo, że pogoda  była do tego idealna. Sytuacja zdrowotna zmusiła mnie do zminimalizowania jakiejkolwiek aktywności praktycznie do zera, więc można powiedzieć, że zaległam na kanapie (a nie taki miałam plan na początku roku). Nie od dziś wiadomo, że plan planem, ale życie samo nam pisze scenariusze i czasami zdarzy się coś na co wpływu nie mamy. Jakiś czas temu okazało się, że zadomowił się w moim ciele guz. Nie zamierzałam się z nim zaprzyjaźnić, ani też żyć w zgodzie symbiozie, dlatego lekarze musieli go usunąć. Stąd też mój brak aktywności zarówno fizycznej jak i internetowej.

 

 

Tak dla ścisłości wszystko dobrze się skończyło, chociaż nie ukrywam, że operacja miesiąc przed ślubem to nie był  szczyt marzeń. Wszyscy jednak wiemy, że życie daje nam różne doświadczenia i nie zawsze zsyła na nas to, na co akurat czekamy. Staram się szukać pozytywów tej sytuacji i ciągle słyszę „do wesela się zagoi”, więc tego się trzymam.  Przy okazji, znowu miałam okazję się przekonać, że ja to mam jednak szczęście do ludzi 🙂 W swoim życiu byłam trzy razy w szpitalu i za każdym razem poznaję kogoś niezwykle sympatycznego i interesującego. Tak też było i tym razem 🙂 Nie wiem czy to atmosfera tego miejsca tak działa, czy kłopoty łączą ludzi, może kobieca solidarność, a może wszystko po trochę.  Droga koleżanko Ty wiesz, że to o Ciebie chodzi 🙂

Wszystkim, którzy w tym czasie do mnie pisali, dzwonili i dbali o mnie na co dzień bardzo dziękuję!!! W takich warunkach człowiek szybciej dochodzi do zdrowia.

 

 

Moja chwilowa niedyspozycja, spowodowała, że miałam dużo czasu dla siebie, nabrałam trochę pokory do rytmu regeneracji mojego ciała ( nie łatwo mi to przychodzi,oj nie łatwo), zajęłam się ostatnimi przygotowaniami do naszego ślubu no i nauką. W tym wieku to już tak szybko nie idzie jak na przykład mojemu synowi, ale chcieć to móc.

Poza tym wśród moich najbliższych same dobre wieści 🙂 Są już na świecie Dominik i Bartosz – chłopaki witajcie !!!

Drodzy rodzice chłopców, życzę Wam dużo cierpliwości i wielu cudownych chwil.

Moja przyjaciółka z trzepaka ma nową pracę, po swojej chorobie miała trochę przerwy, ale teraz wraca do gry. Przy okazji dziękuję za odwiedziny i cudowne tulipany, które szalenie poprawiły mi humor.

 

 

Wiosna w pełni i w dodatku przyniosła nam same dobre wieści i wydarzenia ( jest ich jeszcze kilka, ale nie wszystkimi mogę się podzielić ). Zdjęcia nie są najnowsze, ale nie miałam jeszcze okazji Wam ich pokazać. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych dni zrobimy nowe.

Jest maj, jest bez, są konwalie i coraz częściej świeci słońce!!!

Życzę Wam udanej niedzieli i owocnego tygodnia!!!

 

 

5 thoughts on “I wtedy przyszedł maj…

  1. Całuski, buziaczki, znów rozjaśniłaś mój dzień 🌷🌷🌷😘 ja dziś zachwycałam się zapachem akacji i jaśminu jadąc rowerem w siną dal, gdzie koła poniosą 😊

  2. Mariola zdrowia, zdrowia i pozytywnego myslenia, bo to juz cos… mam nadzieje ze zobaczymy sie w czeewcu w Łodzi;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *