Trudne powroty ….

Kochani moi, wróciliśmy. Mam wrażenie, że już dawno temu. Jak nam szybko te dwa tygodnie minęły, to chyba nawet nie muszę pisać. Każdy wie, jak czas leci na urlopie. Nieubłaganie. Spędziliśmy dwa cudowne i słoneczne tygodnie na Santorini. Wyspa ta całkowicie skradła moje serce i mimo tego, że byliśmy tam rok temu, okazuje się, że wiele jeszcze zostało do odkrycia.

Kto regularnie czyta mojego bloga, zauważył pewnie, że wspominałam o tym, że wybieramy się raz jeszcze na Santorini. Teraz już wszystkim mogę zdradzić, że głównym celem naszej podróży był nasz ślub.

 

 

 

Podobnie jak, w roku ubiegłym, lecieliśmy z Warszawy, tyle, że tym razem nie sami, a w 14 osób. Od początku było wesoło. Plan był, taki, żeby każdy z nas maksymalnie sobie wypoczął, spędził czas według własnego uznania, bo przed nami rysowała się wizja, pełnej wrażeń, soboty.

Pytaniem, które najczęściej słyszałam po powrocie to: „Jak było?” i odpowiem tu raz jeszcze: FANTASTYCZNIE!!!!

Wszystkim dni upływały na plażowaniu, zwiedzaniu, poznawaniu uroczej okolicy i smakowaniu greckich potraw. My w międzyczasie dopinaliśmy ostatnie szczegóły przed ślubem, natomiast goście korzystali z każdej wolnej chwili maksymalnie. Wieczory spędzaliśmy w mniejszym lub większym gronie, w hotelu lub okolicznych tawernach.

Jednym z miejsc, do którego koniecznie chcieliśmy zabrać naszych przyjaciół, była winiarnia Santo Wine, o której pisałam już we wcześniejszym artykule. Tak jak sądziłam, miejsce to spodobało się każdemu i spędziliśmy tam bardzo miły wieczór.

W trakcie pierwszego tygodnia, wraz z naszymi dziećmi, wybraliśmy się na wycieczkę organizowaną przez biuro podróży, był to bardzo przyjemny rejs statkiem na okoliczne wyspy, a na koniec mogliśmy podziwiać najpiękniejszą część wyspy od strony morza. Inna perspektywa i zupełnie inne wrażenia.

 

 

 

Piątkowe popołudnie i wieczór spędziliśmy w Oia, był spacer cudownymi uliczkami, zachód słońca i przepyszna kolacja w Thalami Restaurant. Znaleźliśmy to miejsce rok temu, a że jedzenie tam jest przepyszne (tradycyjna grecka kuchnia w nieco nowoczesnym wydaniu ), a widoki obłędne, chcieliśmy tam wrócić.

 

 

Sam dzień ślubu, ceremonię i nasze przyjęcie, pokażę w fotorelacji, jak tylko będę miała wszystkie zdjęcia. Póki co czekamy. Napiszę tylko tyle, że nie zamieniłabym naszego ślubu na żaden inny, a już na pewno nie na tradycyjny w Polsce.

Po tygodniu i po ślubie, nasi goście, rodzina i dzieci wrócili do Polski, a my mieliśmy jeszcze tydzień, żeby odpocząć i nacieszyć się sobą.

 

 

 

Cudownie było wrócić w miejsca, które odwiedziliśmy w ubiegłym roku, jak również odkryć nowe. Jednym z takich nowych miejsc był Theros Wave Bar. Piękna plaża, cudowny widok, do tego jedzenie takie, że na samą myśl o nim robię się głodna. Gdy tam dojechaliśmy, to czuliśmy się trochę jak nie na Santorini, plaża zupełnie inna i kolor wody, zapierający dech w piersiach. Jak tylko będziecie mieli okazję to polecam, żeby się tam wybrać !!!

 

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że pisząc już kolejny raz o Santorini, ciągle nawiązuję do jedzenia, ale kuchnia grecka tak bardzo przypadła mi do gustu, że nie sposób tej kwestii pominąć. Warzywa i owoce dojrzewające w takim słońcu, smakują zupełnie inaczej niż w Polsce, wszystko jest bardziej słodkie i soczyste – nawet cebula. Poza tym cała otoczka spożywania posiłków i brak pośpiechu, to coś co mnie urzeka najbardziej.

Na dwa dni wybraliśmy się na wyspę Mykonos, ciekawa jej byłam bardzo, a jakie wrażenie na mnie zrobiła, tego dowiecie się z kolejnego postu.

Muszę przyznać, że po tak emocjonujących dwóch tygodniach ciężko było wrócić do Polski i przestawić się na rytm pracy. Oj ciężko!!!

Ratuję się pięknymi wspomnieniami, zdjęciami i nadzieją, że może jeszcze wróci do nas lato.

A czy Wy macie jakieś sposoby na łagodny powrót do rzeczywistości po urlopie??? Jeśli tak, to chętnie przeczytam.

 

 

 

1 thought on “Trudne powroty ….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *