Nasze małe greckie wesele

Lato i sezon ślubny w pełni, a ja, tak jak obiecałam, zapraszam Was na małą fotorelację z naszego ślubu.

Niesamowite jak ten czas leci, rok temu, mniej więcej, o tej porze, byliśmy świeżo zaręczeni, a dzisiaj jesteśmy już prawie dwa miesiące po ślubie. Wiele osób pytało nas skąd pomysł na ślub na Santorini, więc odpowiem. Wszystko zaczęło się rok, temu, gdy w trakcie pobytu tam i sesji zdjęciowej, mój mężczyzna mi się oświadczył. Fotograf, który robił nam wtedy zdjęcia, był świadkiem tego wydarzenia i pierwszą osobą, która nam pogratulowała. Kimonas powiedział nam wtedy,  że jak będziemy chcieli wziąć ślub na Santorini, to on nam z przyjemnością, zrobi zdjęcia. Wtedy obróciliśmy to w żart. Jednak po powrocie do Polski i po wstępnych rozmowach o ślubie, okazało się, że nie chcemy tradycyjnego wesela na 100 osób, a małe kameralne przyjęcie. Niestety urokliwych i jednocześnie wolnych miejsc na najbliższy rok, w naszej okolicy, nie udało nam się znaleźć, a  nie chcieliśmy czekać trzech lat na ślub. Wtedy mój narzeczony całkiem poważnie zapytał: ” To co Santorini?”. Wiedział, że zawsze marzyłam o ślubie nad morzem o zachodzie słońca, jednak w Polsce nikt nie chciał się podjąć organizacji takiej ceremonii i po ok.4-5 odmowach z różnych hoteli, zrezygnowaliśmy.

Przyznam, że sceptycznie podchodziłam do tego pomysłu i miałam wiele obaw. Jednak już po kilku tygodniach mieliśmy ustaloną datę ślubu, zarezerwowany taras, restaurację, w której robiliśmy przyjęcie, DJa, kamerzystę no i oczywiście fotografa. Zabawne w tej całej historii jest to, że przez cały ten prawie rok, z żadną z tych osób nawet nie rozmawialiśmy prze telefon. Wszystko załatwiliśmy drogą mailową, a dodatkowo spotkaliśmy się z wielką życzliwością tych osób. Wszyscy rozumieli, że jest to dla nas jeden z najważniejszych dni w życiu, a ich podejście było dla nas bardzo ważne. Jest oczywiście kilka firm w Polsce, które organizują śluby za granicą, jednak ceny ich usług zwalają z nóg, dlatego my skorzystaliśmy z usług lokalnych, greckich firm.

Jeśli chodzi o miejsce ceremonii to wybraliśmy jeden z wielu tarasów na wyspie, na których można wziąć ślub. Był to taras przy Villi Irini ( www.villairini.com.gr/en/wedding-terrace ), natomiast przyjęcie organizowaliśmy w restauracji Pyrgos ( www.pyrgos-santorini.com ).

Z tarasu mieliśmy piękny widok na wyspę. Taras jest częścią obiektu, w którym można wynająć apartament i my akurat z tej opcji skorzystaliśmy, głównie dlatego, żeby mieć komfort już w trakcie przygotowań.

Ceremonia zaczęła się o 19:30, więc na zdjęciach mamy cudowny zachód słońca w tle.

 

 

 

 

 

Zdecydowaliśmy się na skromne dekoracje, gdyż myślę, że takiego miejsca nie można przyćmić zbędnymi bibelotami. Dlatego zarówno na tarasie, jak i w restauracji królował kolor biały. Białe obrusy, białe pokrowce na krzesła, białe róże, biały tort, jedynie wstążki były kobaltowe. Moja wiązanka też była z białych róż. Klasycznie i elegancko.

 

 

 

Tak jak wiele par, wybraliśmy obrączki proste, tradycyjne, z białego złota, jedyny grawer jaki mają, to datę ślubu wewnątrz. Osobiście, nie lubię żółtego złota i na co dzień noszę srebro albo właśnie białe złoto (pierścionek i obrączka) . Jedynym, moim dodatkiem, w dniu ślubu, były kolczyki Lilou. Moje wymarzone, jak się okazało, nie tylko ja jestem ich fanką 😉

 

 

 

Najwięcej emocji towarzyszyło mi oczywiście, w trakcie wyboru sukni ślubnej. Ze względu na miejsce naszego ślubu i pogodę tam panującą ( w czerwcu średnia temperatura wynosi ok 25 – 26 stopni ) szukałam sukni lekkiej, przewiewnej, z muślinowym dołem. Jak widać na zdjęciach wybrałam coś zupełnie innego. Jest to suknia Olimpia z Atelier Agnieszki Światły ( http://a-swiatly.com/ ). Gdy się umówiłam do pani Agnieszki na przymiarkę, byłam zainteresowana zupełnie innym modelem. Ten do przymierzenia wybrałam zupełnie przypadkiem, właściwie w ostatniej chwili, w salonie, bardziej z ciekawości, jakbym w takim modelu wyglądała, niż z planem zakupu. Ale jak już założyłam suknię, to sama się do siebie uśmiechnęłam. Dzisiaj wiem, że to był najlepszy wybór! Suknia poza tym, że prezentuje się znakomicie, jest wygodna, lekka, nie gniecie się i jest bardzo delikatna dla skóry. Plecy ma mocno wykrojone, więc jest w niej chłodno. Do tego wszystkiego, podobno, na żywo robi piorunujące wrażenie 😉

 

 

 

Nie obyło się, oczywiście, bez niespodzianek. W dzień ślubu, na przykład, zaczął wiać bardzo silny wiatr (było ryzyko, że samoloty w tym dniu nie będą mogły ani lądować, ani startować), który pokonał moją fryzurę, a w trakcie przyjęcia w restauracji, z tego samego powodu, dwa razy zgasło światło. Jeszcze przed wylotem, też mieliśmy kilka, wydawałoby się kryzysowych sytuacji, ale koniec końców wszystko wyszło tak jak sobie wymarzyliśmy.

 

 

 

 

Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne to, żeby wziąć ślub cywilny za granicą, trzeba załatwić w Polsce kilka rzeczy. Na początku trzeba wybrać się do swojego Urzędu Stanu Cywilnego, żeby uzyskać wymagane dokumenty czyli: pełne akty urodzenia i zaświadczenia potwierdzające, że można wejść w związek małżeński. Trzeba posiadać również ważne paszporty. Dokumenty te trzeba wysłać lub dostarczyć osobiście do działu legalizacji Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie, tam zostają one opieczętowane apostille. Jest to warunek konieczny, żeby wziąć ślub w innym kraju. Tak przygotowane dokumenty należy przetłumaczyć na język danego kraju, można zrobić to w Polsce lub tak jak my, wysyłaliśmy skany dokumentów do Grecji, a tam odpowiednia osoba zajęła się tłumaczeniem.

Na miejscu już po ceremonii, w kolejny dzień roboczy, musieliśmy iść do Urzędu Stanu Cywilnego na Santorini, tam wydano nam akt ślubu po grecku. W Polsce został on przetłumaczony na język polski i dodatkowo zarejestrowany w polskim Urzędzie Stanu Cywilnego.

 

 

Dopełnienie wszystkich formalności nie jest skomplikowane. My dodatkowo skorzystaliśmy z pomocy Anny – koordynatorki, która pomogła nam w załatwieniu tłumaczenia dokumentów na miejscu i urzędnika, który udzielał nam ślubu.

Mimo początkowych obaw, jestem bardzo zadowolona, że się zdecydowaliśmy na takie małe szaleństwo. Ślub o zachodzie słońca to było moje marzenie. Emocje jakie nam towarzyszyły są nie do opisania. Radość, ekscytacja, troszkę stresu,ehh mieszanka wybuchowa. Na szczęście mieliśmy wokół siebie swoich bliskich, przyjaciół i rodzinę, no i kilku życzliwych Greków 🙂 To był jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu. I wiem jedno, nie zamieniłabym naszego ślubu ani przyjęcia, na tradycyjne w Polsce.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *