Życzę sobie i Wam…

Przez ostatnie tygodnie chodzi za mną piosenka, którą pewnie większość z Was już słyszała … Doskonały utwór Nosowskiej z chłopakami „Sobie i Wam”. Im dłużej tego słucham, tym bardziej mi się podoba. No tak, ale podobać się nam może wiele rzeczy np. buty na wystawie, fryzura koleżanki, zielony kolor albo tulipany w wazonie… a z tym utworem jest trochę inaczej, im bardziej się w niego wsłuchuję, tym więcej prawd w nim znajduję…. i zupełnie mi się nie nudzi. Także słucham, nucę i myślę….

Naszła mnie w ubiegły czwartek, po całym emocjonującym dniu, pewna refleksja, którą podzieliłam się z Wami już w piątek na instagramie. Jak to jest, że im starsza jestem i zamiast się po prostu do pewnych rzeczy i sytuacji przyzwyczaić, to ja się na nie uwrażliwiam? Jak to możliwe, że im więcej o sobie wiem, tym większy dysonans czuję, gdy obserwuję co się wokół mnie dzieje? Większa świadomość rodzi większe wymagania? Uważam, że mam ogromne szczęście do ludzi, których spotykam na swojej drodze. Może to dlatego, że więcej dobrych cech w nich widzę, niż złych, a może dlatego, że szybko zapominam o tym co złe? Ale przyszedł moment, że czuję, że się zderzyłam …no właśnie tylko z czym?
Napotkane osoby, eksperci w swoich dziedzinach, którzy z racji wykonywanego zawodu powinni wspierać, a nie utrudniać podejmowane przedsięwzięcia. Sytuacje w pracy, w których już wiem, że więcej się rozmywa, niż spina w sensowną całość… Do tego wszędobylskie przepisy, terminy i wnioski, ehh!

Ciężko przejść do porządku dziennego nad tym, gdy doświadczasz czegoś, co jest tak niezgodne z twoimi wartościami. Łatwo nie jest… Chociaż w sumie nikt, nie obiecywał, że będzie łatwo.

Godziny rozmów i wałkowania tego w kółko , pobudki o 4 nad ranem, wybiegane kilometry (nie moje), śmiech bezsilności i pytania. Pytania czy się da inaczej??? I pełna wiary odpowiedź, że da się, musi się dać. Przecież człowiek z natury jest bardziej dobry, niż zły. Przecież to tylko reakcja, która w naszym odbiorze, niekoniecznie jest dobra. To tak zwana cena, którą każdy z nas musi zapłacić za swoje działania lub ich brak. Ja mimo wszystko, wolę ponieść ten koszt, wiedząc, że robię coś, co przyniesie wiele dobrego, nie tylko mi. Dobro jest po to, żeby się nim dzielić, a nie trzymać dla siebie. Marzenia są po to, żeby je realizować, a cele po to, żeby je osiągać.

Poza tym, każdego dnia jednak spotykam cudownych ludzi, pełnych pasji i wiary, przecież już wiem co i jak zrobić, przecież wiem, jak dojść, tam dokąd zmierzam. Wiem i wierzę. Dlatego nie ustanę w swych działaniach i nie zrezygnuję z powodu drobnych przeszkód. To by było do mnie niepodobne. Poczucie sensu – to jest słowo klucz. Trzeba czuć sens swojego działania, czuć całym sercem. To tak jak z nauką, dzieci się uczą, bo jest to dla nich naturalne, poza tym rodzice im każą 😉 Dorośli uczą się tylko wtedy, kiedy czują sens, kiedy wiedzą po co i w jakim celu to robią. Nam potrzebny jest sens. Wizja i misja.

Kończąc słowami piosenki:

„Życzymy sobie i Wam, by nas było stać na święty spokój,

szczęścia ile się da,

miłości w bród,

MĄDRYCH LUDZI WOKÓŁ…”

Z naciskiem na ludzi 😉

6 Replies to “Życzę sobie i Wam…”

  1. Bardzo mądry i dający do myślenia wpis. Tak wiele już osiągnęłaś. Musi się udać 😘

    1. Dziękuję bardzo Basiu 🙂

  2. oj tak kolejny wpis, kolejne przemyślenia…

    pozdrawiam Ciepło 🙂
    Kasia

    1. Kasiu, kiedy my się wreszcie zobaczymy ???

  3. Mariolu jestem pelna podziwu i zachwytu przepięknie napisałaś ten tekst po prostu z serca 🥰 super rewelacja 🥰

    1. Asiu, cieszę się, że podoba Ci się mój tekst. Jak się wsłuchałam w siebie, to myśli i słowa same płynęły. Do zobaczenia 🙂

Dodaj komentarz