Rytuały poranka

Każdy z nas, zna pewnie powiedzenie: „kto rano wstaje, temu pan Bóg daje”. Właściwie, jakby się tak zastanowić to każdy przecież wstaje, tyle, że każdy o innej porze, z różnym nastawieniem i w odmiennym tempie. Jako dzieci z ochotą wstawaliśmy w dniu swoich urodzin, w święta, szczególnie w Wigilię, choć wiadomo było, że prezent pod choinką pojawi się dopiero wieczorem. Towarzyszyły nam jednak od rana entuzjazm i radość. Dzisiaj jako dorośli, rano mamy wizję zadań do wykonania na cały dzień, co niekoniecznie musi u nas wywoływać entuzjazm. Są jednak sposoby na to, żeby właśnie rano wprowadzić się w dobry nastrój.

Prawie rok temu czytałam Fenomen Poranka ( autor Hal Elrod ), więc podzielę się z Wami cytatem z tej książki:

„Twoje poranne wstawanie i związane z nimi przyzwyczajenia (lub ich brak) mają ogromny wpływ na twoje osiągnięcia dosłownie w każdej dziedzinie życia. Owocne, zorganizowane i udane poranki przechodzą w równie owocne, zorganizowane i udane dni, a z tych niechybnie rodzi się udane życie. Na tej samej zasadzie bezowocne, chaotyczne i byle jakie poranki przechodzą w takie same dni, ostatecznie tworząc nijakie życie.”

W dalszych częściach książki autor pokazuje jak wdrożyć w życie taki „miracle morning”, jak w kilku krokach nauczyć się wstawać wcześniej, co robić po przebudzeniu oraz przedstawia koła ratunkowe S.A.V.E.R.S. Każda z liter pokazuje jedną z praktyk, która ma chronić przed utratą szansy na wspaniałe życie. Oto one: S jak Silence (cisza), A jak Afirmacje, V jak Visualization (wizualizacja), E jak Exercise (ćwiczenia), R jak Reading (czytanie) oraz S jak Scribing (kaligrafowanie, chodzi o pisanie).

Co Wy na to? Jak wyglądają Wasze poranki?

Po przeanalizowaniu moich, mogę śmiało stwierdzić, że dostosowałam sobie wskazówki autora do mojego rytmu i bardzo dobrze się z tym czuję. Zaraz po przebudzeniu leżę chwilę w ciszy (S), bo zazwyczaj wstaję pierwsza. Wiosną i latem cieszy mnie widok wpadającego słońca przez okno w kuchni. Skupiam się na tym uczuciu, najdłużej jak się da.

Autor w książce podkreśla, że po przebudzeniu warto wypić szklankę wody, aby po całej nocy nawodnić organizm. Ja zawsze mam butelkę wody przy łóżku, gdy budzę się w nocy, to wtedy ją piję. Rano wypijam szklankę wody z dodatkiem 100 ml aloesu. Dlaczego? Ponieważ aloes jako roślina lecznicza fantastycznie wspomaga pracę układu pokarmowego, przyspiesza przemianę materii, a zatem pomaga utrzymać odpowiednią wagę. Pomaga również podnieść odporność organizmu, oczyszcza nerki, wątrobę i skórę. Pozytywnie wpływa też na układ sercowo – naczyniowy, zmniejszając poziom złego cholesterolu oraz regulując ciśnienie krwi. Samo zdrowie.

Kolejnym moim porannym rytuałem są afirmacje (A). Pamiętacie mój wpis na ten temat? https://mylifemyway.pl/index.php/2019/08/20/wszystko-zaczyna-sie-od-mysli/ Jeśli nie, to zachęcam, żeby się do niego cofnąć i przeczytać.

„Powtarzanie afirmacji prowadzi do pewnego nastawienia. Gdy zaś to nastawienie staje się głębokim przekonaniem, coś zaczyna się dziać” – Muhhamad Ali

W łazience mam radio, często też puszczam sobie kilkuminutowe nagrania z afirmacjami, w trakcie porannej toalety. Potem muzykę. Dlaczego słucham od rana muzyki? Ponieważ udowodnione jest, że słuchanie muzyki stymuluje uwalnianie dopaminy w mózgu – hormonu szczęścia. Im więcej muzyki, tym mniej kortyzolu – hormonu stresu. Muzyka poprawia samopoczucie, chroni przed depresją, dodaje sił i wzmacnia pamięć. Polecam spróbować 🙂

Wschód słońca

Co robię później? Zazwyczaj jem ciepłe śniadanie, bo pożywne i zdrowe śniadanie daje energię na resztę dnia. Jeśli chodzi o ten moment poranka, to najbardziej lubię nasze wspólne i nieśpieszne śniadania w weekend. Wspólne celebrowanie posiłków, wzmacnia więzi rodzinne i zaspokaja potrzebę akceptacji i przynależności.

Rano nie ćwiczę, ale za to chodzę do pracy na pieszo. Osoby, które znają mnie osobiście, wiedzą, że chodzę dość szybko, więc to prawie jak poranne ćwiczenia (E). Ćwiczę wieczorem, co drugi lub co trzeci dzień, głównie dla dobrego samopoczucie oraz po to, żeby wysmuklić ciało i cieszyć się długo dobrą kondycją.

Na moim stole w kuchni zawsze można znaleźć książkę, którą akurat czytam. Czasem, gdy chłopaki śpią, a ja jem śniadanie, czytam jedną lub dwie strony (R), natomiast piszę w kalendarzu (S). Nie rozstaję się ze swoim pięknym kalendarzem, w kolorze butelkowej zieleni. Nie wiem jak Wy, ale ja mam słabość do takich gadżetów. Uwielbiam kolorowe zeszyty, notesy, a wybór kalendarza na kolejny rok, to zawsze dla mnie ważny moment. Towarzyszy mi on potem przez cały rok, zapisuję w nim wszystkie ważne sprawy do załatwienia, terminy, ale przede wszystkim cytaty i mądre myśli, zasłyszane lub zaczerpnięte z książek. Taki mój rytuał.

Na koniec zostawię Was z cytatem: „Cokolwiek zapisujesz, przelewanie słów na papier jest formą terapii, która nie kosztuje Cię ani grosza” – Diana Raab

Dodaj komentarz